Okładka: Zaczarowana żabka

Chile

Zaczarowana żabka

Dawno temu w dalekim królestwie mieszkali król, królowa i ich trzej synowie: Pedro, José i Juan.

Kraj
Chile
Wiek
4–8 lat
Wersja audio

Posłuchaj baśni

Zaczarowana żabka

Dawno temu w dalekim królestwie mieszkali król, królowa i ich trzej synowie: Pedro, José i Juan.

Król nie był już młody i coraz częściej zastanawiał się, komu powierzyć kiedyś królestwo. Kochał wszystkich synów jednakowo i nie chciał rozstrzygać wyłącznie według wieku.

— Musimy zobaczyć, na jakich ludzi wyrośli — powiedziała królowa. — Niech każdy wyruszy w drogę, nauczy się sam podejmować decyzje i wróci za rok. Niech przywiezie nam też dwa niezwykłe dary: najcieńsze płótno, jakie znajdzie, i najmniejszego łagodnego pieska.

Król się zgodził.

— Pamiętajcie jednak — dodał, zwracając się do synów — że nie będę patrzył na blask karet ani bogactwo strojów. Chcę się przekonać, który z was nauczył się dotrzymywać słowa, szanować innych i odpowiadać za własne czyny.

Nazajutrz bracia uściskali rodziców i ruszyli w drogę. Długo jechali razem, aż dotarli do rozstaju trzech ścieżek.

— Spotkamy się tutaj za rok — postanowili.

Pedro pojechał w prawo, José w lewo, a Juan wybrał środkową drogę.

Po kilku dniach Pedro zobaczył mały domek nad spokojną laguną. Na ganku siedziała starsza kobieta, a przez otwarte okno płynął cudowny śpiew. Głos był czysty jak poranna woda. Pedro natychmiast zapragnął zobaczyć śpiewaczkę.

— Możesz wejść — powiedziała gospodyni — ale najpierw obiecaj, że uszanujesz tę, której głos usłyszałeś, kimkolwiek się okaże.

— Oczywiście — odparł prędko Pedro.

Wszedł do izby i rozejrzał się. Nie było nikogo. Tylko w kącie siedziała mała zielona żabka.

— To ona śpiewała? — zdziwił się.

— Ona — potwierdziła kobieta.

Pedro wybuchnął śmiechem.

— Spodziewałem się zupełnie czegoś innego!

Zapomniał o obietnicy, rzucił kilka drwiących słów i odszedł.

Niedługo potem do domku przybył José. Usłyszał tę samą pieśń, złożył tę samą obietnicę, a na widok żabki również zaczął się wyśmiewać.

— Nie mam czasu na takie żarty! — oznajmił i ze złością zatrzasnął drzwi.

Jako trzeci nad lagunę dotarł Juan.

Zatrzymał konia już z daleka, gdy doleciał do niego śpiew. Pieśń była nieco smutna, a zarazem tak pełna ciepła, że słuchał bez ruchu, dopóki nie umilkł ostatni dźwięk.

— Kto tak śpiewa? — zapytał starszą gospodynię.

— Pokażę ci — odpowiedziała. — Obiecaj jednak, że nie obrazisz śpiewaczki, jakakolwiek by była.

— Obiecuję — odrzekł Juan.

W pokoju zobaczył żabkę.

Oczywiście się zdziwił. Zamiast jednak się roześmiać, przykucnął obok niej.

— To ty tak pięknie śpiewałaś?

— Ja — odparła cicho.

— Dziękuję ci za pieśń. Rozjaśniła mi dzień.

Żabka przyjrzała mu się uważnie.

— Naprawdę nie żałujesz swojej obietnicy?

Juan zastanowił się przez chwilę.

— Człowiek powinien odpowiadać za swoje słowa. Nie znam twojej historii, lecz chciałbym ją usłyszeć.

I tak Juan został nad laguną. Dzień po dniu rozmawiał z żabką, słuchał jej pieśni i coraz bardziej podziwiał jej dobroć oraz rozum. Zauważała, kiedy był smutny, umiała zażartować, gdy robił się zbyt poważny, i zawsze znajdowała słowa otuchy.

Mijały miesiące. Juan już dawno przestał uważać żabkę za dziwne stworzenie. Stała się jego najbliższą przyjaciółką.

Tymczasem Pedro i José znaleźli bogate narzeczone i szykowali się do powrotu. Gdy do końca roku zostało już niewiele czasu, znów przejeżdżali nad laguną, tym razem w okazałych karetach.

Na widok Juana zatrzymali się.

— A gdzie twoja towarzyszka? — zapytał Pedro.

Żabka sama wyskoczyła na ganek.

— Oto ona — powiedział spokojnie Juan.

Pedro i José nie powstrzymali śmiechu.

— Tak zamierzasz pokazać się ojcu? — drwili.

Juan poczerwieniał, lecz nie ustąpił.

— Dałem słowo, że będę odnosił się do niej z szacunkiem. Przez ten rok zrobiła dla mnie więcej dobrego, niż niejeden zdołałby zrobić przez całe życie.

Bracia pokręcili głowami i odjechali.

Kiedy zniknęli za zakrętem, żabka powiedziała:

— Na nas też już pora. Chodźmy do ogrodu.

Za domem stał stary wózek, a obok pasły się dwa nieduże osiołki.

— Oto nasz powóz — oznajmiła wesoło.

Juan się roześmiał.

— No to do pałacu!

Starsza gospodyni usiadła razem z nimi. Przed wyjazdem żabka podała Juanowi małą szkatułkę.

— Są w niej dwie łupinki orzecha. Nie otwieraj ich. Kiedy rodzice poproszą o dary, jedną podasz królowi, drugą królowej.

Wózek potoczył się drogą: skrzyp, skrzyp, stuk, stuk. Zdawało się, że każde koło nuci własną piosenkę.

Po kilku godzinach zobaczyli Pedra. Jego wspaniała kareta stała przy drodze ze złamanym kołem. Nikomu nic się nie stało, lecz pasażerowie byli zmęczeni i poirytowani.

— Wsiądźcie do nas — zaproponowała żabka. — Miejsca wystarczy.

Pedro tylko machnął ręką.

— Jedźcie swoją drogą.

Juan posmutniał, ale żabka powiedziała cicho:

— Nie chowaj urazy. Kiedy komuś jest przykro, czasem mówi gorzej, niż myśli.

Nieco dalej spotkali Joségo. Jego konie przestraszyły się hałasu, kareta zjechała na miękkie pobocze, a jedno koło ugrzęzło w błocie.

— Pomóc wam? — zapytał Juan.

— Sami sobie poradzimy! — burknął José.

Żabka nie odpowiedziała. Zaśpiewała tylko Juanowi jego ulubioną pieśń i podróż znów stała się lekka.

Pod wieczór dotarli do przejrzystego strumienia niedaleko królewskiego miasta.

— Zatrzymajmy się tu na chwilę — poprosiła żabka.

Zeskoczyła z wózka prosto do wody.

Nad strumieniem rozbłysło łagodne, złotawe światło.

Juan osłonił oczy dłonią.

Kiedy blask zgasł, na brzegu nie było już małej żabki. Stała przed nim młoda księżniczka o dobrych oczach i z tym samym uśmiechem, który dawno nauczył się rozpoznawać nawet w jej głosie.

— To… ty? — zdołał wyszeptać.

— Ja — odpowiedziała. — Czar wreszcie prysnął.

Wtedy wydarzyły się kolejne cuda. Stary wózek zamienił się w piękną, lekką karetę, a osiołki w dwa silne konie. Starsza gospodyni wyprostowała się i Juan ujrzał dostojną, szlachetną panią.

— To moja mama — wyjaśniła księżniczka.

Po drodze do pałacu opowiedziała swoją historię. Jej ojciec władał kiedyś innym królestwem. Zła czarownica zapragnęła przejąć władzę, wygnała króla daleko poza granice kraju, a księżniczkę przemieniła w żabę. Tylko głos pozostawiła bez zmian. Zaklęcie mogło ustąpić po roku od dnia, w którym ktoś z własnej woli zaakceptuje zaczarowaną dziewczynę taką, jaka jest, i nie wyrzeknie się danego słowa.

— Mogłeś odejść jak twoi bracia — powiedziała. — A jednak zostałeś.

— Byłaś dla mnie dobra, zanim jeszcze wiedziałem, kim naprawdę jesteś — odpowiedział Juan.

Król i królowa radośnie powitali najmłodszego syna. Wkrótce przybyli również Pedro i José ze swymi towarzyszkami. Wszyscy zdążyli na wyznaczony dzień.

Nadeszła pora darów.

Pedro przyniósł piękną jedwabną tkaninę i małego rasowego pieska.

José pokazał jeszcze cieńsze płótno oraz maleńkiego, wesołego psiaka.

Wtedy wystąpił Juan i podał rodzicom dwie zwyczajne łupinki orzecha.

W sali zapadła cisza.

Królowa otworzyła swoją. Ze środka powoli wysunęła się długa wstęga niezwykle cienkiej, złocistej tkaniny. Rozwijała się i rozwijała, choć przed chwilą w całości mieściła się w małym orzechu.

Król otworzył drugą łupinkę.

Wyskoczył z niej piesek mniejszy od jego dłoni. Stanął na tylnych łapkach, zabawnie się obrócił i zatańczył tak, że roześmiali się nawet najpoważniejsi doradcy.

Król długo patrzył na synów, po czym powiedział:

— Dary Juana są rzeczywiście najbardziej niezwykłe. Nie to jednak rozstrzyga. Przez ten rok pokazał, że dotrzymuje słowa, nie ocenia po wyglądzie i pozostaje dobry nawet wtedy, gdy inni z niego kpią. Właśnie takiego człowieka potrzebuje królestwo.

Pedro i José spuścili oczy. Wstydzili się teraz swoich drwin.

— Wybacz nam — powiedział Pedro do księżniczki.

— Patrzyliśmy tylko na to, co mieliśmy przed oczami. Wcale nie chcieliśmy dostrzec, jaka jesteś naprawdę — dodał José.

Księżniczka się uśmiechnęła.

— Skoro to zrozumieliście, ta podróż dla nikogo nie była daremna.

Tak Juan został następcą tronu. Gdy nadszedł właściwy czas, on i księżniczka wyprawili wesele. Nie skłoniła ich do tego pochopna obietnica, lecz to, że przez wspólnie spędzony rok stali się dla siebie najdroższymi ludźmi.

Podobno w ich pałacu jeszcze długo przechowywano dwie puste łupinki orzecha. Przypominały, że to, co najważniejsze, bywa ukryte w całkiem niepozornej osłonce.

Niech ta baśń zostawi odrobinę światła w Twoim sercu ✨