

Armenia
Złota Dziewczyna
Dawno temu żyli brat i siostra. Ich matka zmarła, kiedy byli jeszcze mali, a po pewnym czasie ojciec ożenił się ponownie.
- Kraj
- Armenia
- Wiek
- 6–10 lat

Posłuchaj baśni
Złota Dziewczyna
Dawno temu żyli brat i siostra. Ich matka zmarła, kiedy byli jeszcze mali, a po pewnym czasie ojciec ożenił się ponownie.
Nowa gospodyni nie polubiła dzieci. Wydawało jej się, że zawsze potrzebują zbyt wiele chleba, zbyt wiele miejsca przy ogniu i zbyt wiele ojcowskiej uwagi. Codziennie narzekała, robiła mężowi wyrzuty i powtarzała:
— Zaprowadź je gdzieś daleko. Niech same szukają swojego losu.
Ojciec długo się nie zgadzał. Był jednak człowiekiem słabego charakteru i w końcu uległ namowom.
Pewnego ranka powiedział dzieciom:
— Chodźmy w góry. Pozbieramy chrust i poszukamy źródła.
Dzieci niczego nie podejrzewały. Wzięły trochę chleba i poszły za ojcem. Droga pięła się coraz wyżej. Kamienie pod nogami rozgrzewały się od słońca, a wiatr pachniał macierzanką i suchą trawą.
Kiedy odeszli daleko od domu, ojciec rozłożył na ziemi swój płaszcz.
— Usiądźcie i odpocznijcie — powiedział. — Ja pójdę tylko kawałek dalej sprawdzić, czy w pobliżu jest woda.
Odszedł i nie wrócił.
Słońce chyliło się już ku zachodowi, gdy siostra zrozumiała prawdę. Przytuliła młodszego brata i powiedziała:
— Nie bój się. Razem znajdziemy drogę. Najważniejsze, żebyśmy się nie rozdzielali.
Ruszyli ścieżką w dół, ale wkrótce brat zaczął prosić o picie.
— Siostrzyczko, już nie mogę. Choć jeden łyk wody!
Niedługo potem zobaczyli małą kałużę w śladzie krowiego kopyta.
— Nie pij stamtąd — poprosiła siostra. — Wytrzymaj jeszcze trochę. To stojąca woda, a poza tym kto wie, jakie czary wędrują po tych górach.
Brat posłuchał.
Dalej znaleźli wodę w śladzie końskiego kopyta.
— Stąd też nie pij — znów powiedziała siostra. — Na pewno znajdziemy źródło.
Brat westchnął, lecz poszedł dalej.
Ale gdy przed nimi zalśniła woda w maleńkim śladzie jagnięcia, pragnienie okazało się silniejsze od ostrożności.
— Tylko łyczek — szepnął chłopiec i się pochylił.
Ledwie dotknął ustami wody, wokół niego zawirował ciepły wiatr. Siostra zamknęła oczy, a kiedy je otworzyła, obok stało małe białe jagniątko.
— Braciszku! — krzyknęła.
Jagniątko cicho zabeczało i przytuliło się do jej kolan. W jego oczach rozpoznała znajome spojrzenie.
— Dobrze — powiedziała, przełykając łzy. — I tak cię nie opuszczę.
Ruszyli więc dalej: dziewczyna i jej brat jagniątko.
Pod wieczór udało im się wrócić do domu. Ojciec pobladł na widok dzieci w progu, ale macocha tylko się nachmurzyła.
— Jeszcze jagnię przyprowadziliście! — zawołała. — Jakbyśmy mieli za mało kłopotów.
Dziewczyna nie zaczęła się spierać. Nazajutrz wzięła wrzeciono, trochę chleba i zaprowadziła jagniątko w góry, gdzie rosło dużo trawy. Postanowiła, że skoro w domu brat nie jest mile widziany, lepiej spędzać z nim dni na swobodzie.
Tak minęło kilka tygodni.
Pewnego dnia siedziała przy skale i przędła. Nagle wrzeciono wyślizgnęło jej się z palców, potoczyło po kamieniach i zniknęło w ciemnej szczelinie.
— Co za nieszczęście — powiedziała. — Bez niego macocha nie wpuści mnie do domu.
Zostawiła jagniątko, żeby pasło się przy wejściu, i ostrożnie zeszła na dół. W skale znalazła wąskie przejście, a za nim przestronną jaskinię. Pośrodku siedziała siwa staruszka o dobrych, lecz bardzo uważnych oczach.
— Jak się tu znalazłaś, dziecko? — zapytała.
Dziewczyna się ukłoniła.
— Nie wiem, babciu. Chyba przyprowadził mnie tu los. Upuściłam wrzeciono i przyszłam go szukać.
Staruszka się uśmiechnęła.
— Uprzejme słowo otwiera drzwi, których oko nie dostrzega. Wejdź. Wrzeciono się znajdzie.
Dała dziewczynie wodę, chleb i pachnące zioła, a potem powiedziała:
— Odpocznę trochę. Wkrótce obok naszej jaskini przejdą dwie czarodziejskie poświaty: Czerwona i Zielona. Obudź mnie, gdy je zobaczysz. Delikatnie zadzwoń tym małym miedzianym dzwoneczkiem.
— Dobrze, babciu.
Staruszka zasnęła.
Dziewczyna czekała. Po pewnym czasie ciemną jaskinię nagle wypełniło czerwone światło, jakby niebo zapłonęło o świcie. Potem czerwień ustąpiła zieleni, miękkiej jak młoda trawa po deszczu.
Dziewczyna zadzwoniła dzwoneczkiem.
Staruszka się obudziła, wzięła ją za rękę i zaprowadziła do strumyka płynącego w głębi jaskini.
— Umyj się tą wodą — powiedziała. — A potem stań w świetle i nie bój się.
Dziewczyna posłuchała.
Czerwona poświata dotknęła jej ramion, zielona przemknęła po włosach, a z mroku posypały się złote iskry. Nie parzyły, tylko migotały jak słoneczny pył.
Kiedy światło zniknęło, dziewczyna miała na sobie czystą odświętną suknię, a jej włosy nabrały ciepłego złocistego blasku.
— To nie nagroda za urodę — powiedziała staruszka, jakby odgadła jej myśli. — To znak, że nawet w trudnych dniach nie straciłaś dobroci ani troski o kogoś słabszego od siebie. Pamiętaj: złoto we włosach nic nie znaczy, jeśli w sercu jest pusto.
Oddała dziewczynie wrzeciono, dała mały kłębek nici i odprowadziła ją do wyjścia.
Jagniątko czekało tam i na widok siostry radośnie podskoczyło.
— To ja, braciszku — roześmiała się. — Nie bój się.
W domu macocha nie mogła uwierzyć własnym oczom. Wypytywała, gdzie dziewczyna była i co robiła. Ta uczciwie opowiedziała wszystko od początku do końca.
Nazajutrz macocha wysłała do jaskini własną córkę.
— Rób dokładnie to samo — rozkazała. — I wróć jeszcze piękniejsza.
Córka odnalazła jaskinię, lecz nie chciało jej się ani przywitać, ani pomóc staruszce. Przez cały czas pytała tylko:
— A kiedy będzie złoto? Gdzie jest czarodziejska woda? Ile dostanę?
Kiedy pojawiły się czarodziejskie poświaty, zadzwoniła tak głośno, że dzwoneczek omal nie wypadł jej z rąk.
Staruszka smutno pokręciła głową.
— Czary nie lubią pośpiechu ani chciwości.
Czerwone i zielone światło przeszło obok, a z sufitu jaskini posypał się na dziewczynę zwyczajny szary pył. Suknia pokryła się plamami, włosy się potargały i rozgniewana pobiegła do domu. Do rana wszystko udało się umyć i rozczesać, lecz czarodziejskiego złota nie dostała.
Wkrótce w całym kraju ogłoszono wielkie święto w pałacu. Młody książę chciał poznać ludzi z różnych miast i wsi, a jeśli wśród gości spotka kogoś, z kim zechce dzielić życie, poprosić tę osobę o rękę.
Macocha zaczęła szykować córkę na uroczystość, a przed Złotą Dziewczyną wysypała na podłogę cały worek pszenicy zmieszanej z drobnymi nasionami.
— Dopóki nie przebierzesz wszystkiego co do ziarenka, nigdzie nie pójdziesz.
Dziewczyna usiadła na podłodze. Pracy było na cały dzień.
Lecz nagle do okna zajrzała kurka. Za nią druga i trzecia, a wkrótce na podwórzu zagdakało całe ptasie towarzystwo.
— Ko, ko, ko! Nie martw się!
Kurki szybko wydziobały i rozdzieliły ziarenka, zostawiając równe kupki. Dziewczyna podziękowała im, włożyła czarodziejską suknię i także poszła na święto.
W pałacu grała muzyka, na dziedzińcu płonęły latarnie, a w ogrodzie cicho szemrały fontanny. Książę zauważył nieznajomą nie z powodu złotych włosów, lecz dlatego, że zatrzymała się, by pomóc małemu dziecku pozbierać rozsypane jabłka.
Zaczęli rozmawiać.
— Nie widziałem cię tu wcześniej — powiedział książę.
— Bo rzadko bywam w pałacach — odparła. — W górach jest znacznie więcej owiec niż muzyków.
Książę się roześmiał.
— Opowiesz mi więc o górach?
Rozmawiali długo. Dziewczyna wiedziała jednak, że macocha może wrócić do domu przed nią, więc pożegnała się i pospiesznie odeszła.
Gdy przebiegała przez ogród, złoty pantofelek zsunął jej się ze stopy i upadł przy fontannie. Dziewczyna tego nie zauważyła.
Książę znalazł pantofelek. Pamiętał rozmowę z nieznajomą i postanowił ją odszukać, żeby znów się spotkać.
Nazajutrz jeździł od domu do domu. Macocha usłyszała, że się zbliża, i schowała Złotą Dziewczynę w chłodnej komórce pod kuchnią.
— Siedź cicho — rozkazała.
Ale podwórzowy kogut usiadł na płocie i zapiał:
— Kukuryku! Nie tam szukacie! Ta, do której pantofelek należy, pod kuchnią czeka!
— Cóż za rozmowny kogut — zdziwił się książę.
Poprosił, by otworzono komórkę. Wyszła z niej Złota Dziewczyna.
Pantofelek wsunął się na jej stopę tak lekko, jakby wrócił do domu.
Książę się uśmiechnął.
— Szukałem nie właścicielki pantofelka, lecz rozmówczyni, która obiecała opowiedzieć mi o górach. Czy chcesz pojechać ze mną do pałacu? Nie dlatego, że musisz, ale dlatego, że sama tego pragniesz.
Dziewczyna spojrzała na jagniątko wyglądające zza drzwi.
— Tylko jeśli mój brat pojedzie ze mną.
— Oczywiście — odparł książę.
Tak Złota Dziewczyna zamieszkała w pałacu razem z bratem jagniątkiem. Z czasem ona i książę przekonali się, że dobrze im razem, i wyprawili wesele.
Lecz macocha nie mogła pogodzić się z tym, że straciła władzę nad dziewczyną.
Pewnego dnia przyszła do pałacu, udając łagodność.
— Chodźmy nad morze — zaproponowała. — Zostawmy za sobą dawne urazy.
Złota Dziewczyna zgodziła się, bo chciała wierzyć, że ludzie potrafią się zmieniać.
Na brzegu macocha zaprowadziła ją na śliski skalny występ. Gdy podniosła się fala, gwałtownie pchnęła dziewczynę w stronę wody.
Złota Dziewczyna straciła równowagę i wpadła do morza.
Lecz morze nie chciało jej zatrzymać. Z głębi przypłynęła ogromna ryba, otworzyła paszczę i schroniła dziewczynę przed falami w przestronnej czarodziejskiej komorze, w której było powietrze i tliło się błękitne światło.
Macocha wróciła do pałacu i powiedziała, że wydarzyło się nieszczęście. Książę wyczuł jednak, że coś w jej słowach się nie zgadza.
Tymczasem co wieczór wielka ryba podpływała blisko brzegu. Złota Dziewczyna słyszała dzwony małego nadmorskiego kościoła i pewnego razu zawołała dzwonnika:
— Dobry człowieku! Jeśli mnie słyszysz, przekaż księciu, że żyję. I poproś go, żeby opiekował się białym jagniątkiem, bo to mój brat.
Dzwonnik najpierw pomyślał, że mu się przywidziało. Ale następnego wieczoru znów usłyszał głos i pobiegł do pałacu.
Książę natychmiast przyszedł nad morze. Gdy ryba podpłynęła, stanął na brzegu i powiedział:
— Jeżeli ją chronisz, dziękuję ci. Teraz pozwól jej wrócić do nas.
Ryba uniosła się na fali, a woda dookoła zalśniła. Wielka paszcza się otworzyła i Złota Dziewczyna wyszła wprost na mokry piasek, zmęczona, ale cała i zdrowa.
Jagniątko przybiegło do niej pierwsze.
— Braciszku! — zawołała i objęła je za szyję.
Wtedy wszystko się wyjaśniło. Macocha nie mogła już zaprzeczać swojemu uczynkowi. Jej ani córki nie skrzywdzono, lecz kazano im opuścić pałac i oddać wszystko, co niesprawiedliwie sobie przywłaszczyły. Musiały zacząć nowe życie daleko od tych, których próbowały oszukać.
Złota Dziewczyna, książę i białe jagniątko żyli razem. Dla jagniątka urządzono w pałacowym ogrodzie wielką zieloną łąkę, a dziewczyna codziennie przychodziła z nim porozmawiać, tak jak dawniej w górach.
Nigdy nie zapomniała słów staruszki z jaskini: złoty blask nic nie znaczy, jeśli serce nie umie troszczyć się o innych.
Powiadają, że gdy po raz pierwszy opowiedziano tę historię, z nieba spadły trzy jabłka: jedno dla tego, kto opowiada, drugie dla tego, kto słucha, a trzecie dla tego, kto nawet w trudnym czasie nie zapomina o dobroci.
Niech ta baśń zostawi odrobinę światła w Twoim sercu ✨
