Okładka: Złota gęś

Niemcy

Złota gęś

Żył kiedyś człowiek, który miał trzech synów. Dwaj starsi uważali się za bardzo mądrych i poważnych, a najmłodszego nazywano po prostu Najmłodszym. Niewiele mówił, nie lubił się przechwalać i zawsze dzielił się tym, co miał.

Kraj
Niemcy
Wiek
4–8 lat
Wersja audio

Posłuchaj baśni

Złota gęś

Żył kiedyś człowiek, który miał trzech synów. Dwaj starsi uważali się za bardzo mądrych i poważnych, a najmłodszego nazywano po prostu Najmłodszym. Niewiele mówił, nie lubił się przechwalać i zawsze dzielił się tym, co miał.

Pewnego dnia najstarszy brat wybrał się do lasu po drewno. Matka dała mu placek i butelkę soku.

Na skraju lasu spotkał małego, siwego człowieczka.

— Dzień dobry — powiedział nieznajomy. — Jestem w drodze od dawna. Czy podzielisz się ze mną kawałkiem placka i łykiem napoju?

— Sam mam niewiele — odpowiedział najstarszy i pośpieszył dalej.

W lesie zabrał się do rąbania drzewa. Tak się jednak śpieszył i złościł, że siekiera utknęła w sęku. Nim zdołał ją wyciągnąć, zapadł zmrok i musiał wracać bez drewna.

Nazajutrz poszedł średni brat. On także spotkał siwego człowieczka.

— Podzielisz się ze mną obiadem?

— Nie — odpowiedział brat. — Jeśli będę częstować każdego, dla mnie nic nie zostanie.

W lesie wybrał zbyt grube drzewo. Pracował do wieczora, zmęczył się, lecz nie zdołał go ściąć.

Trzeciego dnia poprosił o pozwolenie Najmłodszy.

— Ty? — roześmiali się bracia. — Skoro my wróciliśmy z pustymi rękami, cóż zdziałasz ty?

Ojciec jednak pozwolił mu pójść.

Matka dała Najmłodszemu zwykły kawałek chleba i małą buteleczkę jabłkowego napoju.

Przy lesie znów siedział siwy człowieczek.

— Dzień dobry — przywitał się Najmłodszy.

— Dzień dobry. Masz coś, czym mógłbyś się podzielić? Jestem bardzo głodny.

— Mam tylko chleb, ale połowa jest twoja.

Usiedli na pieńku. Najmłodszy przełamał chleb i oddał nieznajomemu większy kawałek. Potem podzielił się napojem.

Siwy człowieczek się uśmiechnął.

— Tak łatwo oddałeś część tego niewiele, co posiadasz, jakbyś miał pełne worki. W zamian coś ci podpowiem: idź do starego dębu przy strumyku i zajrzyj pod jego korzenie.

Najmłodszy podziękował i ruszył dalej.

Przy dębie zobaczył suche drzewo, które już dawno samo się przewróciło. Nie trzeba było ścinać żadnego żywego pnia. Pod korzeniami coś błysnęło.

Siedziała tam niezwykła gęś o złotych piórach.

— Ależ znalezisko — szepnął Najmłodszy.

Gęś spokojnie ruszyła za nim, jakby znała go od dawna.

Do domu było daleko, więc chłopak zatrzymał się na noc w małej gospodzie. Jej właściciel miał trzy bardzo ciekawskie córki.

— Prawdziwe złoto? — szeptała najstarsza, przyglądając się gęsi.

— Wezmę jedno piórko. Nawet nie zauważy.

Kiedy Najmłodszy wyszedł po wodę, dziewczyna wyciągnęła rękę do złotego pióra.

Ledwie go dotknęła, a dłoń jakby się przykleiła.

— Oj! Puść mnie!

Przybiegła druga siostra.

— Co robisz?

— Pomóż mi!

Druga chwyciła pierwszą za rękę i również się przykleiła.

Trzecia zobaczyła je i powiedziała:

— Zaraz was rozdzielę.

Ale ledwie dotknęła siostry, sama znalazła się w łańcuszku.

Rano Najmłodszy wyszedł z gospody, a gęś podreptała za nim. Za gęsią musiała iść pierwsza siostra, za nią druga, a za drugą trzecia.

— Zaczekajcie! — śmiał się Najmłodszy. — Wcale nie zamierzałem prowadzić parady.

Na drodze zobaczył ich piekarz.

— Dlaczego wszyscy trzymacie się siebie nawzajem?

Chciał odciągnąć ostatnią dziewczynę i także przykleił się do łańcuszka.

Potem dołączył listonosz, który próbował pomóc piekarzowi. A za nim ogrodnik z koszem jabłek.

Tak do miasta wkroczył niezwykły pochód:

Najmłodszy prowadził złotą gęś,

za nią szły trzy siostry,

dalej piekarz,

listonosz

i ogrodnik, któremu po drodze wypadały z kosza jabłka.

Ludzie na ulicach przystawali i śmiali się.

W tym mieście mieszkała królewska córka Maria. Była dobra, lecz ostatnio prawie się nie uśmiechała. Po długiej zimie wszystko wydawało jej się szare i nudne.

Właśnie stała przy oknie, gdy zobaczyła złotą gęś oraz długaśny łańcuszek ludzi.

Ogrodnik pochylił się po jabłko — pochylił się cały pochód.

Piekarz się potknął — wszyscy podskoczyli.

A gęś maszerowała z najpoważniejszą miną, jakby wszystko odbywało się zupełnie zwyczajnie.

Maria najpierw zachichotała.

Potem się roześmiała.

W końcu śmiała się tak szczerze, że do okna przybiegł sam król.

— Nareszcie! — ucieszył się. — Już prawie zapomniałem, jak brzmi twój śmiech.

Najmłodszy zatrzymał się na placu.

— Gąsko, może już wystarczy?

Złota gęś strzepnęła skrzydłami.

Puf!

Wszyscy natychmiast odczepili się od siebie.

Siostry potarły dłonie i zawstydzone spojrzały na Najmłodszego.

— Chciałyśmy wziąć cudze piórko — przyznała najstarsza. — Wybacz nam.

— Następnym razem po prostu zapytajcie — odpowiedział.

Król zaprosił całą zabawną gromadkę na obiad. Najmłodszy opowiedział, jak podzielił się z nieznajomym ostatnim kawałkiem chleba i znalazł gęś.

— Czyli — powiedziała Maria — cały ten wesoły dzień zaczął się od tego, że nie pożałowałeś połowy swojego obiadu.

— Na to wygląda.

— W takim razie złota gęś nie jest najcenniejszą rzeczą, którą znalazłeś.

Najmłodszy zastanowił się i przytaknął.

Wieczorem gęś sama zaprowadziła go z powrotem do lasu. Przy starym dębie czekał siwy człowieczek.

— I jak przygoda? — zapytał.

— Bardzo hałaśliwa — roześmiał się Najmłodszy. — Ale dobra.

Gęś podeszła do człowieczka, a on pogładził jej złote pióra.

— Zjawia się tam, gdzie trzeba przypomnieć ludziom dwie rzeczy: nie należy brać cudzej własności bez pozwolenia, a dobro, którym się dzielimy, często wraca do nas zupełnie niespodziewaną drogą.

Najmłodszy wrócił do domu bez złotej gęsi, ale wcale nie z pustymi rękami. Król zamówił u jego rodziny drewno dla miejskich warsztatów, a Maria przysłała list z podziękowaniem za najweselszy dzień w roku.

Starsi bracia przestali się z niego śmiać.

On zaś nadal dzielił się obiadem, gdy spotykał kogoś głodnego.

Wiedział już na pewno, że do prawdziwego cudu niekoniecznie potrzeba złotych piór. Czasem wystarczy zwykły kawałek chleba ofiarowany ze szczerego serca.

Niech ta opowieść zostawi w Twoim sercu odrobinę światła ✨