

Japonia
Zwierciadło z Matsuyamy
Dawno, dawno temu w japońskiej prowincji Echigo mieszkała mała rodzina: ojciec, matka i córeczka. Ich dom stał daleko od wielkiego miasta, wśród pól, ogrodów i cichych dróg.
- Kraj
- Japonia
- Wiek
- 5–9 lat

Posłuchaj baśni
Zwierciadło z Matsuyamy
Dawno, dawno temu w japońskiej prowincji Echigo mieszkała mała rodzina: ojciec, matka i córeczka. Ich dom stał daleko od wielkiego miasta, wśród pól, ogrodów i cichych dróg.
Dziewczynka była pogodna i dobra. Uwielbiała słuchać opowieści mamy, pomagała porządkować rzeczy, przynosiła ojcu wodę i cieszyła się każdym wieczorem, kiedy wszyscy troje mogli być razem.
Pewnego dnia ojciec musiał wyjechać w interesach do stolicy. W tamtych czasach była to długa podróż. Należało przez wiele dni iść pieszo, nocować w gospodach i pokonywać górskie przełęcze.
Matka pomogła mężowi spakować rzeczy.
— Uważaj na siebie i wracaj prędko — poprosiła.
Córeczka uczepiła się jego rękawa.
— Tatusiu, będę grzeczna. Tylko przywieź mi coś ze stolicy!
Ojciec się uśmiechnął.
— Umowa stoi.
Ruszył drogą między sosnami, a matka z córką długo patrzyły za nim.
Minął prawie miesiąc. Pewnego dnia przy bramie ukazała się znajoma postać. Ojciec wrócił do domu zmęczony, opalony, ale szczęśliwy.
Córeczka wybiegła mu na spotkanie.
— Tatusiu!
— Obiecałem ci prezent, pamiętasz?
Z bambusowego kosza wyjął piękną lalkę i pudełeczko słodyczy. Dziewczynka była zachwycona.
Potem sięgnął po jeszcze jedno pudełko, przewiązane sznurkiem.
— A to dla ciebie — powiedział do żony.
W środku leżał okrągły metalowy krążek z rączką. Jedną stronę zdobiły sosny i żurawie, druga zaś lśniła jasno jak spokojna woda w słońcu.
Matka spojrzała na nią i nagle się cofnęła.
— Ktoś na mnie patrzy!
Ojciec się roześmiał.
— To ty sama. Ten przedmiot nazywa się zwierciadłem. W stolicy ludzie używają takich od dawna.
Matka ostrożnie zajrzała jeszcze raz w błyszczącą powierzchnię. Nieznajoma twarz powtórzyła jej ruch. Przechyliła głowę i odbicie zrobiło to samo.
— To naprawdę ja? — zdziwiła się.
— Naprawdę ty.
Podarunek był dla niej bardzo cenny, bo przypominał daleką podróż męża. Schowała zwierciadło do drewnianego pudełeczka i troskliwie przechowywała przez wiele lat.
Czas płynął. Dziewczynka dorosła. Stała się tak podobna do matki, że ojciec, patrząc na nią, wspominał nieraz pierwsze lata swojego małżeństwa.
Pewnego roku do ich domu zawitał jednak smutek. Matka ciężko zachorowała. Bliscy opiekowali się nią, lekarze starali się pomóc, lecz siły powoli ją opuszczały.
Któregoś wieczoru przywołała córkę.
— Chcę ci coś zostawić.
Wyjęła znajome pudełeczko i podała dziewczynie zwierciadło.
— Pamiętasz je?
— Tak, mamo.
— Kiedy poczujesz się bardzo samotna, zajrzyj do środka. Zobaczysz tam mnie. Opowiedz mi o wszystkim, co nosisz w sercu. Nawet jeśli nie będę mogła odpowiedzieć, wyobraź sobie, że jestem blisko i cię słucham.
Dziewczyna mocno przycisnęła pudełeczko do piersi.
Wkrótce matka zmarła. Odeszła cicho, lecz ojcu i córce zdawało się, że wraz z nią dom utracił część swojego światła.
Mijały dni. Pewnego razu dziewczyna została sama. Było jej szczególnie smutno i nagle przypomniała sobie słowa mamy.
Wyjęła zwierciadło.
W okrągłej, lśniącej powierzchni ukazała się młoda twarz o oczach zdumiewająco podobnych do oczu matki.
Dziewczyna znieruchomiała.
— Mamo…
Nie wiedziała, że widzi własne odbicie. Zwierciadła wciąż były rzadkością w jej stronach, a ona prawie nigdy nie zaglądała do przedmiotu, który przez tyle lat spoczywał w pudełku.
Wydawało jej się, że matka naprawdę dotrzymała obietnicy.
Odtąd każdego ranka przed pracą i każdego wieczoru przed snem wyjmowała na kilka minut zwierciadło.
— Dzisiaj pomagałam tacie — opowiadała.
Innym razem mówiła:
— Dzisiaj było mi smutno. Ale staram się być dobra, tak jak mnie uczyłaś.
Twarz w zwierciadle milczała, lecz jej łagodne spojrzenie koiło dziewczynę. A im starsza się stawała, tym bardziej przypominała matkę — nie tylko rysami twarzy, ale także cierpliwością i dobrocią.
Po pewnym czasie ojciec ożenił się ponownie. Początkowo nowa gospodyni starała się być serdeczna dla dziewczyny. Z czasem jednak zaczęło jej się wydawać, że mąż zbyt często wspomina pierwszą żonę i zbyt wiele czułości okazuje córce.
Zamiast porozmawiać o swoich uczuciach, pozwoliła narastać zazdrości.
Zauważyła, że dziewczyna każdego ranka i wieczoru zamyka się w pokoju i długo patrzy na coś błyszczącego. Nie sprawdziła, co to jest, lecz sama wymyśliła najstraszniejsze wyjaśnienie.
— Ona chyba się na mnie gniewa i odprawia jakieś czary — powiedziała mężowi. — Widziałam, jak coś chowa, a wcześniej nad tym szepcze.
Ojcu trudno było w to uwierzyć.
— Moja córka nigdy nikomu źle nie życzyła.
Mimo to do jego serca zakradła się wątpliwość. Postanowił sam poznać prawdę.
Następnym razem, gdy dziewczyna schroniła się w swoim pokoju, ojciec cicho odsunął drzwi. Właśnie trzymała zwierciadło i wpatrywała się w jego powierzchnię.
Na widok ojca zmieszała się i szybko wsunęła je do rękawa. Nikomu przecież nie opowiedziała o ostatniej obietnicy mamy.
— Co ukrywasz? — zapytał surowo.
Dziewczyna się speszyła.
— Nic złego, tatusiu.
— Więc mi pokaż.
Wyjęła okrągły krążek.
Ojciec natychmiast go rozpoznał.
— To zwierciadło, które przywiozłem kiedyś twojej mamie! Dlaczego codziennie w nie patrzysz?
Dziewczyna opowiedziała mu wszystko: o ostatnich słowach matki, o samotnych wieczorach i o twarzy, która, jak wierzyła, odwiedzała ją w zwierciadle.
— Jeśli nie wierzysz, popatrz — powiedziała. — Oto mama.
Uniosła zwierciadło przed twarzą.
Ojciec spojrzał i nagle wszystko zrozumiał.
W gładkiej powierzchni odbijała się jego córka. Była jednak tak podobna do matki w młodości, że jej dziecięce serce bez trudu uwierzyło w powrót mamy, która chciała dodać jej otuchy.
Surowość natychmiast zniknęła z twarzy ojca.
— Córeczko… wybacz mi. Patrzyłaś na własną twarz. Ale twoja mama zapewne wiedziała, że z wiekiem staniesz się do niej podobna. Zostawiła ci coś więcej niż zwierciadło. Podarowała ci sposób, by pamiętać o jej miłości.
Dziewczyna ze zdziwieniem zajrzała jeszcze raz.
— Więc to jestem ja?
— Ty. I naprawdę jest w tobie wiele z niej.
W drzwiach stała cicho macocha. Usłyszała całą rozmowę i zrozumiała, jak niesprawiedliwie osądziła dziewczynę.
Weszła do pokoju i nisko pochyliła głowę.
— Pomyliłam się. Pozwoliłam zazdrości wymyślić coś, czego wcale nie było. Proszę, wybacz mi.
Dziewczyna milczała tylko przez chwilę, po czym wyciągnęła do niej rękę.
— Zacznijmy od nowa.
Od tej pory w domu zapanował większy spokój. Macocha naprawdę zmieniła swoje zachowanie, ojciec nauczył się rozmawiać, zanim uwierzy w podejrzenia, a dziewczyna nadal troskliwie przechowywała zwierciadło matki.
Teraz wiedziała już, że widzi w nim siebie.
Jednak za każdym razem, kiedy spoglądała na własne odbicie, przypominała sobie słowa mamy, jej głos i łagodność.
Z biegiem lat zrozumiała coś prostego: czasami ukochane osoby pozostają blisko nas dzięki dobru, którego nas nauczyły, nawet jeśli nie ma w tym żadnych czarów.
Niech ta opowieść zostawi w Twoim sercu odrobinę światła ✨
